22.07.2008...12:37

Manu Chao z hiszpanskiej wiochy

Przejdź do Komentarzy

Latem mozna z miasta nie wyjezdzac, a ciagle wloczyc sie po festiwalach. W samym Londynie i okolicy odbywa sie kilkanascie takich kilkudniowych imprez. W szczycie sezonu, w kazdy weekend sa przynajmniej dwie-trzy. Tutaj, albo na odleglosc niewielkiej wycieczki.

Dwa weekendy wstecz bylismy na Wireless, o tym juz bylo. A teraz zaliczylismy Lovebox. W sobote glowna gwiazda tego festiwalu, obok Groove Armada, byl Manu Chao… No i tutaj czas na jakas madra refleksje, bo przeciez to nie jest blog o muzyce.

Otoz, w Hiszpanii z ktorej Manu Chao i cala jego stara Mano Negra pochodza, jest zapewne tyle samo szajsu w zyciu publicznym co i Polsce. Moze troche mniej, a moze wlasnie wiecej. I pewnie tyle samo obciachowych zdarzen kazdego dnia sie zdarza, albo i nie zdarza.

Ale jednak z tej Hiszpanii przyjechal do mnie taki Manu Chao. Maly ludzik w czapeczce i koszulce reprezentacji Brazyli (czyli w sumie obcego mocarstwa). Pisze on piosenki po temu swojemu, hiszpanskiemu. Ale kiedy przyjezdza tutaj do nas, do kraju nie-hiszpanskiego, to kilkanascie tysiecy ludzi i tak chce z nim tanczyc i spiewac. Nawet jesli nie do konca rozumieja co on tam sobie spiewa.

A za to z Polski to tutaj do mnie przyjezdzaja tylko jakies potworne, zarosniete dziadem Sutki Buflera i pachnaca naftalina Beata Koziwydrak (zwroccie uwage, jak sprytnie oszukiwam spidery, crawlery i inne meta-robactwo, zeby mnie po nie dobrych nazwach nie indeksowalo). Nikt tego nie chce. Chyba ze sam tez przyjechal tu chalturzyc w polski gettcie, jak Koziwydrak. Albo Marcinkiewicz.

No i jak oni to robia w tej Hiszpanii? Pogode maja lepsza, wino smaczniejsze, to prawda. Ale za to nie maja kuligow i oscypkow. Kazdy cos tam ma do zabawy, co moglby pokazac innym. No to dlaczego akurat Polska upiera sie,  zeby dupe pokazywac? Albo jakas inna ’subito santo’ pseudo-reprezentacje pilkarska?

Ja sie nikogo nie czepiam. Tak tylko przechodzilem, to pomyslalem, moze zapytam… Ponizej Mau Chao dawno temu, kiedy byl maly i wolali za nim Mano Negra.

Komentarzy: 11

  • na szczęście mamy jeszcze Vadera, Tomasza Stańko, Flykkiller (chociaż niewiele tu polszczyzny), a najbardziej znana jest Kapela Ze Wsi Warszawa czyli Warsaw Village Band i przynajmniej oni spiewają po polsku. Wykonawcy na miarę Manu Chao jednak niestety brak.

  • public_enemy

    znowu zapomniałem nicka wrzucić w odpowiednie pole…

  • a na dodatek Jarocin to jedna wielka farsa… :(

  • @public_enemy:
    no niestety, wlasnie wszystko pozostaje niszowe. a przypadek manu chao pokazuje, ze jak cos jest dobre to ludzie przelamia nawet opory jezykowe. zreszta to nie jest kwestia jezyka, bo mogloby byc nawet cos po angielsku – to byloby nawet lepiej.

    @skem:

    to jarocin jeszcze zyje????????

  • hlb: wcale nie wszystko, polski metal jest zupelnie nieniszowy. Pominawszy fakt, ze w Polsce sie o tym nie mowi, bo to promocja satanizmu i trzeba przecinac kable ofiarnie przed koncertami zeby ratowac Jezuska i ojca Rydzyka. :P

  • oliveira:
    nie no przy calym szacunku dla vadera i sympatii dla bhemotha, death metal w tej wersji jest niszowy. rzecz jasna nie jest to moja ocena muzyki ani wykonawcow – to po prostu jest inna kategoria.

  • W sumie Manu Chao jest tu o tyle znany, że:
    – mieszka w Barcy, więc jest swój
    – jest lewakiem (y tanto!)
    – śpiewa po hiszpańsku, więc można go zrozumieć
    ale poza tym popularnością przygaszają go tutejsze Butki Sufleta, grające chałę kiepską porównywalnie z naszą.

    W swoim czasie byłem zaskoczony popularnością SBB, Niemena i Skaldów w środowiskach prog-rockowych poza granicami kraju. Ale to znowu nisza :) Może produkt krajowy nie jest popularny poza granicami dlatego, że u nas zawsze ważne były “piosenki z tekstem”, zaś sama ich oprawa – już mniej?

    W temacie “Manu Chao a sprawa polska” – czerwony bard mocno się kumpluje z plastykiem Jackiem Woźniakiem ;)

  • Kazdy cos tam ma do zabawy, co moglby pokazac innym. No to dlaczego akurat Polska upiera sie, zeby dupe pokazywac?
    :-) ))) po pachy uchachanam

  • @brunorc:
    no tak, ale ciebie nie bralem pod uwage bo ty mieszkasz w hiszpanii. do mnie tutaj nie docieraja hiszpanskie Sutki Buflera, a Manu Chao tak. No i o podobna sytuacje mi chodzilo – ze skoro mozna, i nawet po angielsku nie musi byc, to dlaczego w Polsce sie nie da.

    @joe:
    tu sie nie ma co smiac, tu trzeba plakac:)

  • Kiedy mnie chodzi o co innego: w kręgu języka hiszpańskiego za produkt eksportowy, którego koncert powinien zachwycić każde goszczące go państwo jest np. niejaka Shakirwa. A kilka(naście?) lat temu uczyłem się hiszpańskiego na piosenkach Mecano (znanego z przeboju “Hijo de la puta^Wluna”), które postrzegane jest tutaj jako byt z kręgów Kombi czy Bajmu.

    Myślę, że w samej Hiszpanii też nie nagłaśnia się raczej wojaży Manu Chao, bo od tego są inne gwiazdy. A na Wyspach byli i Kazik, i Maleńczuk, i Pogodno – a nie tylko przodujące załogi niepokornych rencistów polskiego bigbitu, tylko mało kto o tym nad Wisłą wspominał. O wiele łatwiej pysznić się papieżem, Kubicą czy Podolskim, bo oni zawsze mówią (mówili) ładnie, a taki Maleńczuk, jak się nim pochwalić, to jeszcze potem w mediach dopierdoli od beretów i jakoś tak niezręcznie będzie.

  • owszem, ale niestety ani Kazik, ani Malenczuk, ani Pogodno nie zostalo zauwazone przez nikogo poza polska publicznoscia. na marginesie na tyle duza zeby kazik mogl grac w astorii, calkiem sporym klubie w samym centrum.

    zreszta nie uwazam, zeby takimi rzeczami jak promocja muzyki mial sie zajmowac kraj jako taki. ja po prostu tak sie pytam o to czy tamto:).

    zreszta moze sie myle, moze powinien sie zajmowac. ostatecznie kiedy wyborcy w rp zrozumieja ze muzyka rockowa, w tym takze alternatywna to czesc kultury, a podzial na kulture nizsza i wyzsza jest lekko wiesecki, to nie bedzie o co pytac.


Napisz odpowiedź