Londyn – Paryz. Warszawa – Krakow
Zaleznosc miedzy Londynem i Paryzem, z punktu widzenia psychogeografii, jest mniej wiecej taka, jak miedzy Warszawa a Krakowem. Pieknie wyrwac sie co jakis czas na weekend (a mozna chocby i na jeden dzien) z A do B. Nie jest to moze twierdzenie o randze pitagorejskiej, ale jesli chcielibyscie je nazwac moim imieniem, to prosze bardzo. Bo dzisiejsza ‘notka o niczym’ traktuje o tym jak dziala perspektywa oraz o wzajemnych proporcjach rzeczy.
A przez idealna perspektywe i umiejetnosc zachowania zlotego srodka rozumiem solidna baze w Londynie. Solidna na tyle zeby miec i pieniadze, i duzo wolnego czasu. Z tej perspektywy sympatyczna garsoniera wypadowa w Paryzu, tak kolo 100 metrow kwadratowych, gdzies w dobrym polozeniu do bulwaru St. Germain – to ideal zycia w poszanowaniu proporcji.
Oczywiscie na tym podobienstwa sie koncza. Krakow dalece mniejszy jest niz Paryz, a Warszawa to juz zupelnie nie Londyn, cokolwiek nie chcialoby sie na temat Londynu kasliwego powiedziec. Jesli ktos chce ciagnac watek w tym kierunku, to juz beze mnie prosze. Bo niniejsza notka jest o relacjach, nie o miastach.
Pociagiem Eurostar z centrum Londynu – na mysli mam stacje kolejowa St. Pancras – do centrum Paryza, do Gare Du Nord, jedzie sie 2 godziny 20 minut. Krocej niz z Warszawy do Krakowa. Przy czym z Warszawy do Krakowa jest blizej, ale za to podroz jest dalece mniej wygodna.
Przemilcze porownanie dworcow Centralnego i St. Pancras. Naprawde nie chcialbym, aby ktos odniosl wrazenie, iz pisze niniejsza notke, azeby dokuczyc Warszawie. W rzeczywisctosci glownym jej celem jest przekazanie prostej mysli, ze kolej to wygodny i piekny wynalazek. A bedac przejazdem na Dworcu Centralnym nie nalezy ulegac zlym zludzeniom optycznym na temat wynalazku kolei.

Komentarze: