Strona główna > Euromason II > Powrót cioci Rokity

Powrót cioci Rokity

27.02.2007 hlb

Budynek Sejmu ma kształt cyrku, a im komiczniejsza partia tym chętniej Polacy na nią głosują. Tę prostą prawdę nareszcie przyswoiła sobie Platforma Obywatelska. Dlatego w nadchodzacym sezonie skecz pt. Premier z Krakowa wraca na afisze.

Jesli nie pamiętacie o co chodzi z tym Premierem z Krakowa, to przypominam z przyjemnością, bo to świetny skecz. Jego bohaterką jest Ciocia Maria Rokita, taka łysiejąca Dulska z Krakowa. Ciocia Maria całe życie spędziła na przesiadaniu się z kanapy na kanapę. A jak już tylko na kolejną kanapę się posadowi, to zaraz gada, gada, gada, a gadaniu końca nie widać.

Ciocia Maria to fajtłapa i bystrzacha w jednym. Postać tragiczna i komiczna, prawie jak Charlie Chaplin. Minus wąsik i laseczka.

Ciocia maria uważa się za symbol Krakowa, miasta z którego pochodzi. Bardziej symboliczny nawet niż Lajkonik czy Smok Wawelski. I razu pewnego Ciocia tak przekonana o swojej symbolicznej roli, postanowiła iż ku uciesze krakowskich mieszczan pozwoli się wybrać prezydentem miasta. Ale Ciocia przegapila jeden szczegół: krakowscy mieszczanie woleli kogokolwiek innego byle nie Ciocię Marię .

Ale Ciocia Maria Rokita ego ma jak sterowiec z wolna unoszący się nad krakowskimi Błoniami. Nic tak przyziemnego, jak niechęć wyborców zrazić jej nie jest wstanie. Minęło czasu mało wiele i Ciocia ogłosiła się premierem całej Polski.Zanim jeszcze od wyborów doszło. Pewna swego dała serie wywiadów na temat swojego premierostwa, na wszelki wypadek łysinę upiększając szelkami, a brzuch kapeluszem.

Ciocia miała przyjaciół, o których w kółko powtarzała przy świadkach, że są jej przyjaciółmi z PiSu. Mieli to być przyjaciele najlepsi na świecie, z którymi Ciocia Maria gotowa była dzielić rząd i koalicję. Ale przyjaciele obyli się bez Cioci. Jej kanapę olali sikiem sążnistym, pozostawiając na niej wyruchaną Ciocię. Koalicję i rząd zrobili z kim innym.

Jeszcze innym razem, już po tych wszystkich perypetiach, Ciocia Maria była w komisji, którą nawet nazwali jej imieniem, bo miała tam być wielką gwiazdą. Ale Ciocia gadała tylko i gadała, a tak była przy tym zajęta puszeniem się, że ani się obejrzała, jak jej piękny i wycackany raport przepadł. Komisja Cioci Rokity przyjęła jako swój zupełnie inny raport. Widać koledzy też gotowi byli poprzeć kogokolwiek, byle nie Rokitę, bo poparli raport Człowieka Zwanego Zerem.

Później Ciocia wpdła na pomysł, że zyska na popularności wyzywając Andrzeja Leppera od ostatnich Lepperów. Oczywiście i to wypadło świetnie: dziś Lepper jest wicepremierem w rządzie, w którym miała być Ciocia. A Rokita z zazdrości sama zaczęła udawać populistkę biegając wokół Sejmu i krzycząc: Nicea albo śmierć, Nicea albo śmierć! Czy publiczność da się nabrać, że Ciocia teraz została narodowcem, jak sto Giertychów – raczej wątpię. Kanapowy populizm inteligencki właśnie przechodzi do historii.

Ale Ciocia jak widać znów szykuje się do  powrotu na afisze. Jeśli powróci, ubaw macie gwarantowany.

  1. Brak komentarzy.
Komentarze zablokowane.