Niespodziewanie epistolografia wraca do łask, albo inaczej: ludzie listy piszą.
Donald Tusk napisał do Jego Niewielkiej Wysokości Jarosława Kaczyńskiego. To zagrywka inteligentna i pomysłowa. Załatwił Jarka pokojem, kiedy Jarek chciał wojny. Jarek próbował po fakcie improwizować, ale intryga się posypała.
W ramach walki pokojem, Donald dał też Edgarowi ręke do pościskania. Edgar ściskał.
W międzyczasie Ziut Ratzinger napisał do Ziuta Glempa. Napisał mu usprawiedliwienie, za nieobecność przy narodzinach Imperium Rydzyka. I coś tam o trosce, że niby Ziut niemiecki sie martwi wspólnie z Ziutem polskim, co tam Papa Rydzyk wyczynia.
Ale Kościół to organizacja polegająca na dyscyplinie. Pisanie o trosce to tylko biskupia kurtuazja. Gdyby którykolwiek Ziut, szczególnie watykański, nie chciał Rydzyka, to by go wraz z grzybnią wyrwano w jedno popoludnie.
Trzeci list napisała bliżej nie znana mi organizacja Otwarta Rzeczpospolita. Czyta się go teraz w mediach na głos. OR napisała do Pani Kruk z Krajowej Rady Radiofonii i Czegoś Tam Jeszcze o Michalkiewiczu. Jest to taki Papkin pomieszkujący u Rydzyka, który podaje się za felietonistę.
I to był list najsłabszy ze wszystkich ostatnio napisanych. Mało utalentowany Michalkiewicz plecie od lat w kółko to samo. Bez sensu jest domagać się, żeby KRRiTV zajęła się również Michalkiewiczem. Ona nie powinna się zajmować nikim. Od tego w razie czego są sądy, nie rady cenzorskie.
Poza tym męcząca obie strony poprawność polityczna została odwołana odkąd zapanowała Czwarta RP. I dobrze. Teraz wreszcie można ten cały bogoojczyźniany psychiatryk nazwać po imieniu. I za to chwalmy Pana. Pana Michalkiewicza. I wygadanego Pana Dorna. I lumpenprofesora Pana Legutkę. I Pana Kaczyńskiego. Któregoś, ale nie odróżniam którego.
